Lofty – mieszkania dla koneserów

Polski rynek loftów to obecnie zaledwie kilkanaście projektów w całym kraju i wydaje się, że znacząco on nie urośnie. Lofty są za drogie dla przeciętnego Kowalskiego. Deweloperzy mimo wszystko próbują wykorzystać zainteresowanie takimi mieszkaniami i często oferują ich substytut, czyli soft – lofty.

Pierwsze mieszkania w budynkach pofabryczny powstawały w Stanach Zjednoczonych w latach 60. XX wieku. Na początku były to mieszkania tanie, a w zasadzie nawet nie mieszkania, bowiem kupowano po prostu opuszczoną halę. Co w niej robiono? Artyści mieli tam mieszkanie i pracownię w jednym. Bez żadnych wygód – często bez łazienki, z wysokimi stropami, potężnymi oknami i wielką przestrzenią, oraz fabrycznym oświetleniem. Te „dzikie” warunki nie zraziły jednak architektów, którzy dostrzegli w dawnych fabrykach potencjał. Tak narodziły się lofty na sprzedaż – wielkie mieszkania o wysokich sufitach, otwartej przestrzeni i surowym charakterze – podkreślanym stalą i szkłem.

W Polsce historia loftów ma nie więcej niż 10 lat. Zaczęła się z hukiem, jak każda nowinka, która dociera do nas z Zachodu. Jednym z pierwszych projektów były mieszkania w zaadaptowanej, zabytkowej przędzalni bawełny – byłej łódzkiej fabryki Scheiblera. Lofty Scheiblera cieszyły się wielkim zainteresowaniem, ale – jak się później okazało – był to słomiany zapał, za którym nie szły możliwości finansowe. Ceny w granicach 7 – 8 tys. zł, czyli nawet o 100 proc. wyższe od łódzkiej średniej przerosły bardzo wielu zainteresowanych. Ostatecznie sprzedało się około 30 proc. oferty, a deweloper zbankrutował. Ten sam los podzielił inny projekt – lofty de Girarda w Żyrardowie. Dziś właściciele walczą o dokończenie inwestycji.

Te pierwsze nieudane inicjatywy pokazały, że lofty w polskich warunkach to przedsięwzięcia ryzykowne. Ze strony inwestorów wymagają dużych nakładów finansowych, zwłaszcza jeśli są pod ochroną konserwatora, a efekt sprzedażowy jest mocno niepewny. Zwłaszcza, że po pierwszych uniesieniach fascynacja loftami dziś wydaje się dużo mniejsza. Są to mieszkania nie dla każdego. Wielką przestrzeń trzeba umieć zaaranżować i mieć na to pieniądze.

Obecny rynek loftów jest dużo węższy od oczekiwań, jakich można było nabyć po pierwszym zainteresowaniu. Chodzi o kilkanaście projektów w całym kraju. Możemy tu wymienić przykładowo: krakowskie lofty w zabytkowym młynie Ziarno. W Warszawie przymierzają się do loftów w dawnej wytwórni wódek Koneser na Pradze. We Wrocławiu takie projekty to: Lofty Platinum w dawnej XIX – wiecznej destylarni Braci Wolff, przy ul. Inowrocławskiej, lub też Nowa Papiernia w zaadaptowanym budynku papierni z 1889 r. W Poznaniu na lofty zaadaptowano dawne koszary – tzw. lofty ułańskie.

Polskie lofty są drogie – przeciętnie o 2 – 3 tys. zł droższe niż wynoszą średnie cenowe. W dużych miastach trzeba za nie zapłacić około 8 do 10 tys. zł od metra. Deweloperzy zdają sobie sprawę, że rynek nie jest zbyt duży, dlatego w ofercie można znaleźć metraże, które z prawdziwymi loftami nie mają nic wspólnego – czasem są to mieszkania o powierzchni 40 – 50 mkw.

Powstają też soft – lofty, czyli nieruchomości wybudowane od zera, którym jedynie nadano „fabryczny” charakter. Są one nieco tańsze od prawdziwych loftów, co zresztą zrozumiałe. Deweloperzy oszczędzają na ich budowie, nie musząc np. stosować się do wymogów konserwatorskich. Zdarza się jednak, że za fabrycznymi detalami kryją się po prostu zwykłe mieszkania, za to sprzedawane drożej, pod szyldem „loft”.

Jaka przyszłość czeka polskie lofty? Wydaje się, że na rynku pozostaną tylko najambitniejsze projekty dla klientów świadomych i wystarczająco zamożnych. Zainteresowanie loftami w większej skali będzie natomiast spadało.

Marcin Moneta, Dział Analiz WGN

Print Friendly, PDF & Email