Mieszkania w wielkiej płycie nie stracą wzięcia na rynku mieszkaniowym

W blokach z betonu żyje około 1/3 Polaków i to się raczej nie zmieni. Bloki nie znikną z polskiego krajobrazu. Wbrew obawom nie zawalą się, a do tego będą nadal miały chętnych, bo dają dostęp do mieszkań tanich i nieźle zlokalizowanych.

Kilka lat temu głośno było o obawach, że wielka płyta w Polsce się zawali. Wszystko dlatego, że jej żywotność szacowana była na 50 lat, i termin „przydatności” pierwszych bloków właśnie mija. Co prawda zdarzyło się kilka sytuacji z pęknięciami budynków, obawy budziło ewentualne skorodowanie wieszaków na płyty elewacyjne, ale ostateczna ekspertyza ministerstwa transportu i budownictwa przekreśliła te obawy. Wg niej bloki postoją jeszcze co najmniej 100 lat. Samoczynnie nie znikną więc z polskich miast i nie trzeba będzie ich wyburzać.

Czy opustoszeją? Taki scenariusz miał miejsce w Niemczech. Tam, we wschodnich landach na wielką skalę burzono osiedla z wielkiej płyty. Złożyły się na to tendencje migracyjne i demograficzne, czyli zmniejszanie się liczby ludności i wypływ do zachodnich landów. Burzenie pustych bloków miało zapobiec powstawaniu efektu „osiedli widmo” i zachowało zwartość tkanki miejskiej. Oczywiście zdarzały się też i projekty zupełnie inne – ciekawych, awangardowych i pomysłowych aranżacji dawnych bloków. Była to jednak zdecydowanie mniejszość.

W Polsce scenariusz z burzeniem bloków jest mało realny. W wielkiej płycie żyje nadal 12 mln obywateli, a do tego ciągle zmagamy się z deficytem mieszkaniowym. W Europie Zachodniej na tysiąc mieszkańców przypada 460 mieszkań, w Polsce o prawie 100 mniej. Co prawda tendencje demograficzne są niekorzystne – liczba ludności się zmniejsza, ale nie na tyle, by w perspektywie kilku, kilkunastu lat bloki były burzone, zwłaszcza że szansą jest poprawa liczby urodzeń i imigranci z innych krajów.

Wielka płyta nie straci również popularności u klientów. Ewentualne masowe zastępowanie przez Polaków wielkiej płyty nowym budownictwem nie wchodzi w rachubę, bo mieszkania ciągle są drogie, a banki przykręcają śrubę kredytową (wzrost wkładu własnego, marż kredytów). W takiej sytuacji bloki mogą jeszcze zyskiwać na popularności.

O wadach blokowisk powszechnie wiadomo – technologia wykonania była niska, budynki mają słabą izolację termiczną i cierpią na wiele innych niedogodności, ale mimo to nie są pozbawione zalet. Przede wszystkim mieszkania na osiedlach z PRL są tanie. Z danych WGN wynika, że w dużych miastach są przeciętnie tańsze o 500 – 700 zł/ mkw.

58
Po drugie – często mają niezłą lokalizację, lepszą niż nowe osiedla. W czasach komunistycznych bloki wyrastały niejednokrotnie nawet w centrach miast. Blokowiska nie cierpią też na braki w infrastrukturze. Są zazwyczaj dobrze skomunikowane z resztą miasta (co często jest bolączką nowych osiedli), po drugie: komunistyczni planiści dbali o to, by każde osiedle z wielkiej płyty miało swoją szkołę, boisko, park, przychodnię, super – sam. Do dziś te elementy pozostały. Do tego dochodzi często lepsze skomunikowanie dużych blokowisk z pozostałymi częściami miast.

Dodatkowym plusem, zwiększającym żywotność bloków są remonty, termomodernizacje, remonty dachów itp. Wiele spółdzielni mieszkaniowych i wspólnot przeprowadza takie prace. Wymienia się elewacje, ociepla, podwiesza balkony. Na osiedlach pojawiają się parkingi, wjazdy na szlaban a nawet monitoring.
Wygląda więc na to, że wielka płyta jeszcze długo będzie elementem pejzażu naszych miast. Tanie i nieźle zlokalizowane mieszkania zaspokajają potrzeby lokalowe Polaków, mogą nawet dobrą relacją ceny do lokalizacji skutecznie konkurować z budownictwem od deweloperów.

Monika Prądzyńska
Dział Analiz WGN

Print Friendly, PDF & Email